czwartek, 2 marca 2017

Bitwa pod Church Hill.


Witam.

Kolejny raport z Bogowie Wojny: Lee.
Tym razem, spotkałem się z Maciejem, który jest współtwórcą systemu, spotkanie odbyło się w Wrocławskim klubie HEX.

Postanowiłem dziś zmienić formę raportu, może to błąd, na bardziej fabularną. Jeśli ktoś śledzi tego bloga, to wie, że mam ciągoty do pisania choć warsztat marny...ale kto zabroni? :)
Zapraszam do lektury, pod raportem zdjęcia a za kilka dni postaram się wrzucić zdjęcia moich pierwszych dumnych chłopców Południa bo dotarły do mnie figurki z Baccus'a.

Bitwę umówiliśmy na 1500$
Siły Południa:
Wódz naczelny: Robert E. Lee
Gen. Dywizji: Daniel H. Hill
    1st Inf. Brigade(vet)
    2nd Inf. Brigade
    3rd Inf. Brigade
    4th Inf. Brigade(Militia)
Gen. Dywizji: Raleigh E. Colston
    1st Inf. Brigade
    2nd Inf. Brigade(Militia)
    3rd Inf. Brigade(Militia)
    4th Inf. Brigade(Militia)
    5th Inf. Brigade(Militia)
Gen. Dywizji: William N. Pendelton
    1st Stonewall Inf. Brigade(vet)(1500-2000 ludzi)
    2nd Inf. Brigade
    3rd Inf. Brigade
    4th Inf. Brigade
    Artillery bat.(2xMed)


Siły Unii:
Wódz naczelny: Winfield S. Hancock
Gen Dywizji: Abner Doubleday
    1st Inf. Brigade
    2nd Inf. Brigade
    3rd Inf. Brigade
Gen. Dywizji: John Gibbon
    1st Inf. Brigade
    2nd Inf. Brigade
Gen. Dywizji: Henry J. Hunt
    1st Inf. Brigade
    Artillery bat(vet)
    Artillery bat.



Namiot generalski, oświetlony licznymi ogniskami obozowiska, wyglądał okazale pomimo burego koloru płótna z którego był zrobiony. Jednak z powodu zmroku nie było już tego widać i do samego wschodu słońca można było właśnie określić go mianem okazałego.
W środku, przy niewielkim stole z mapami, siedział starszy siwy mężczyzna a obok stołu stało dwóch kolejnych, młodszych. Wszyscy ubrani byli w szare mundury z odznaczeniami, które nawet w oczach laika mogły wskazywać na wyższą rangę.
- Sir, jeśli On jest takim miłośnikiem artylerii to niech nią dowodzi! Należy go odsunąć od dowództwa dywizją piechoty, z całym szacunkiem, sir.
- Proszę zachować takie uwagi dla siebie, to nie czas i miejsce do osobistych wycieczek. Jeżeli pan generał ma jakieś uwagi, będzie mógł pan je skonfrontować z samym zainteresowanym. - zareagował siedzący siwy mężczyzna.
- Proszę wybaczyć panie generale ale jestem zbyt wzburzony tym co się stało, generał Colston podziela moje zdanie.
- Jak najbardziej sir, można było uniknąć dziś wielu strat.
- Panowie...- zaczął siwowłosy oficer ale w tym momencie do namiotu wszedł młody porucznik.
- Sir, przybył generał Pendelton. - zameldował sprawnie adiutant.
- Proszę go zaprosić do środka. - odpowiedział oficer poprawiając swoją pozycję na krześle.
Dwóch obecnych generałów z widocznym gniewem na twarzach spojrzalo na siebie tak jakby zaraz mieli zaatakować pozycję armii kolonialnej pod Bunker Hill.
Do namiotu, zamaszystym krokiem wszedł mężczyzna w średnim wieku, również w szarym mundurze, insygnia na nim nie różniły się wiele od oznaczeń innych osób w namiocie. Nowo przybyły, widocznie uradowany i w dobrym humorze, od razu zwrócił się do siedzącej postaci.
- Witam panie generale!
Siedzący generał odwzajemnił pozdrowienie ale z mniej uradowana miną.
- Koledzy!- tym razem zwrócił się do dwóch pozostałych dowódców w namiocie - Cóż za wspaniałe zwycięstwo odnieśliśmy dzisiaj, Bóg był z nami! Widzieliście jak uciekali przed moimi działami?
- Generale Pendelton, proszę o zachowanie choć odrobiny pokory - skomentował zachowanie, najstarszy z uczestników spotkania.
- Przepraszam sir - zareagował lekko zmieszany - przepraszam również za to małe spóźnienie ale udałem się w pościg za rozbitym wrogiem.
- Z jakim skutkiem? - dopytał siwowłosy.
- Niestety z niewielkim, zapadł zmrok i nie zdołalismy poważnie zagrozić uciekającym jankesom, przerwałem pościg ze względu na bezpieczeństwo ludzi aby przez pomyłkę nie strzelali do siebie.
Generał Hill i Colston wymownie spojrzeli na Pendwltona.
Siwowłosy mężczyzna wstał z krzesła i zrobił dwa kroki w stronę nowo przybyłego generała, był niższy od niego ale emanowała od niego aura dostojeństwa, spokoju i mądrości. Był on wzorem żołnierza Południa. Pandelton wyraźnie wycofał się.
- Generale, generał Hill i generał Colston zwrócili mi uwagę na Pana dość nieortodoksyjny manewr w trakcie bitwy. Muszę przyznać że sam zastanawiam się nad pańską interpretacją mojego rozkazu.
- Sir? - po dobrym humorze nie było już śladu a jego miejsce zajęło zmieszanie.
- Generale, wydałem rozkaz wsparcia generała Hill'a na prawym skrzydle, Pan z kolei przeszedł na prawe skrzydło i nie związał pan walką żadnych oddziałów federalnych.
- Generale Lee, dostałem taki rozkaz, zgadza się ale w momencie gdy dotarłem na pozycję generała Hill'a, ten już miał sytuację pod kontrolą...przynajmniej tak to wyglądało - bronił się Pendelton, próbując odwrócić uwagę głównodowodzącego od siebie.
- Gibbon miał dobre pozycję w tym lesie, ale gdyby generał Pendelton mi pomogł,  pozbylibyśmy się oddziałów Unii o wiele szybciej. - wtrącił Hill, na swoje usprawiedliwienie.
Generał Lee spojrzał na Hill'a, który od razu zamilkł i skinął głową w geście przeprosin. Wzrok wodza konfederatów wrócił na postać Pendeltona.
- I z powodu tej oceny sytuacji, postanowił pan poprowadzić swoją dywizję dalej na prawo? - zapytał zdiwiony Lee.
- Sir, otrzymałem swój rozkaz od pana, ale będąc tam na miejscu postanowiłem zaskoczyć wroga i postanowiłem pomaszerować na jego tyły. Za to generał Hill miał faktyczne problemy z wykonaniem swoich rozkazów, z tego co słyszałem, oczywiście. – kolejny raz Pendelton spróbował uciec spod noża krytyki.
Hill spoglądał otępiałym wzrokiem to na swojego oskarżyciela to na wodza naczelnego i ze sporym zakłopotaniem odparł zarzut.
- Generale, z całym szacunkiem, ale z tego co zostało ustalone kurier niosący rozkaz dla mojej dywizji został znaleziony, ze skręconym karkiem, pół mili od moich pozycji. Biedak pewnie spadł z konia. Potem przyznaję nastąpiło pewne nieporozumienie z kolejnym rozkazem, jeden z moich sztabowców usilnie twierdził że to rozkaz dla dywizji generała Pendeltona który miał niezwłocznie atakować!
- Tak, zgadza się, porucznik O'Hara spadł z konia choć nie wiem jak mógł tego dokonać, był świetnym jeźdźcem. Pan za to nie przejął inicjatywy, stojąc w tym polu nic pan nie wskurał a dodatkowo był pan ostrzeliwany przez baterie Hunta - ripostował Lee.
- Biorąc pod uwagę rozbicie brygad Gibbona i ich zaciekłą obronę, musiałem skonsolidować swoją dywizję. - odparł Hill.
Wódz naczelny wrócł do dyskusji z Pendeltonem.
- Czyli chciał pan pójść do ataku ramię w ramię z dywizją generała Hill'a?
- Nie do końca, pozycja była kusząca, gęsty las osłaniał nas przed ogniem artylerii ale doszedłem do wniosku, że może tam być za ciasno dla naszych brygad więc postanowiłem zaskoczyć jankesów i pomaszerowałem na około lasu aby zająć pozycję wyjściową do ostatecznego natarcia. Przyznam że miałem nadzieję na to że Daniel...generał Hill - poprawił się - zwiąże do tej pory kościelne wzgórze walką - wydeklamował, ewidentnie dymny ze swojej tyrady Pendelton.
- Sir, ten las był za gęsty aby nim przepuścić atak, utknęliśmy bo musieliśmy pokonywać go ścieżkami wydeptanymi przez zwierzynę! - zaapelował Hill.
- Zgadza się, sam widziałem ten las z bliska po bitwie - dorzucił Colston.
- Zatem zajął pan pozycję do ataku i z tego co jest mi wiadomo nie zaatakował pan od razu? - zapytał Lee, spoglądając w oczy Pendeltona.
Wyraźnie zniesmaczony generał, dławiąc się własną śliną, postarał się o odpowiedź.
- Czekaliśmy...na Hill'a...Generała Hill'a.
- Z raportów wynika że wzgórze zostało zdobyte przez generała Hill'a, który pomimo opóźnieni - wymowne spojrzenie Lee dało do zrozumienia brak aprobaty dla opóźnieni w wykonywaniu rozkazów - i tak uprzedził pańską dywizję i zdobył Church Hill samemu.
- Z całym szacunkiem ale moi chłopcy zostali ostrzelani z kartaczy! Te bydlaki z Północy specjalnie celowali w moich weteranów! - protestował Pendelton - Proszę również zauważyć, że po zajęciu wzgórza poprowadziłem morderczy ogień w plecy jankesów i rozbiłem całą brygadę.
- Tak, zgadza się ale do tego momentu straciłem cztery z pięciu brygad! Gdyby nie pańska niekompetencja można było oszczędzić życie wielu moich chłopców! - krzyknął, do tej pory spokojny Colston.
- Generale Colston, proszę wybaczyć ale pańska dywizja to głównie milicja stanowa! Wolałby pan aby armia straciła moich zaprawionych w boju żołnierzy? - ripostował oburzony Pendelton.
- My wykrwawialiśmy nasze dywizje a pan wybrał się na "spacer"! - Colston nie odpuszczał.
- Spacer?! Domagam się przeprosin i wyzywam pana...
- Dość! - wtrącił Lee - Odnieśliśmy dziś zwycięstwo, pomimo strat których można było uniknąć. Mam nadzieję że pańska dywizja przetrwa tą próbę - zwracając się ku Colston'owi - Zrobimy wszystko aby pańscy ludzie dostali odpowiednią opiekę i zaopatrzenie. Która brygada ocalała i walczyła do końca?
Generał Colston, dumnie wyprostował się i z pełną powagą wyrecytował.
- Sir, to milicja stanowa, 12-ty z Alabamy, dowodzi nimi generał Nathan Bedford Forrest.
- Proszę złożyć na jego ręce moje gratulację i wyrazy uznania - poprosił Lee.
Generał dywizji rozpromieniał na myśl o tym że jego dywizja została doceniona pomimo wielkich strat. Hill, widząc to, klepnął po plecach Colston'a w geście gratulacji.
- Panowie bitwa zakończyła się dla nas pomyślnie dzięki łasce Boga, nie obrażajmy Go jakimiś kłótniami aby Go nie urazić. Popełnione przez nas błędy nie mogą się powtórzyć, bo było by to świadectwo przeciwko naszemu Panu! Proszę złożyć resztę raportów i udać się do swoich dywizji, musimy szykować się do kolejnej bitwy, dziękuję panowie.







Sytuacja na koniec drugiej tury, na prawo - atak Hill'a, lewa flanka - Colston

Milicja stanowa Colstona

Hill przedziera się przez las, daleko na prawo marker Pendelton'a

Colston topnieje ale jankesi też

Atak na Church Hill

Pendelton i jego armaty...



1 komentarz:

  1. Świetnie napisane, bardzo w klimacie!
    Ach ten Pendleton :)

    OdpowiedzUsuń