Mostek kapitański jednostki transportowej różnił się wyposażeniem od jednostek liniowych. Był bardziej surowy i kanciasty lecz nadal zachowywał gotyckie wykończenie kojarzone z flotą imperium.
Wysoki sufit krył się w półmroku a na ścianach, co kilka metrów, umiejscowione były stylizowane witraże przedstawiające świętych i patronów żeglarzy Osnowy.
Kasztelan Elizabeth Bazzard, jako dowódca 55 z Descot, znajdowała się na mostku kapitańskim tylko dzięki uprzejmości i kurtuazji samego kapitana jednostki. Nie miała wielkiego pojęcia o żegludze międzygwiezdnej, poza standardowa wiedzą przekazywana na szkoleniu oficerskim. Ogólnie rzecz ujmując, złożony proces podróży międzygwiezdnej sprowadzał się do kilku stwierdzeń. Niebezpieczna, przerażająca i ekstremalnie ryzykowna.
Pomimo to Regiment z Descot wraz z kilkoma kompaniami z innych regimentów, zostały zamusztrowane i przygotowane do relokacji do sektora Baumont. Tam pięćdziesiąty piąty miał oczekiwać na kolejne rozkazy, które mogły nadejść następnego dnia ale również mogły nadejść miesiąc później a taki czas to świetna okazja aby przegrupować całą jednostkę.
Za każdym razem gdy Bazzard była na pokładzie jednostki dokonującej tranzytu do Osnowy, nerwowo przeczesywała dłonią swój kosmyk białych włosów na czole. Kosmyk bieli był pamiątka po kampanii w sektorze Nachmund, gdzie jako sierżant piechoty dokonała czegoś niebywałego a zarazem głupiego. Akt heroizmu z jej strony doprowadził ją, do awansu oficerskiego a potem do dowództwa regimentu. Okupione było to jednak tym, że za każdym razem kiedy przejmował ją stres lub strach, musiała za każdym razem odruchowo przeczesać ów kosmyk. Był to dziwny odruch, przypominający jej, że cokolwiek ją przeraża w danej chwili jest niczym wobec tego czemu stawiła czoła na Nachmund.
- Kapitanie, Komodor Mathaias prosi o potwierdzenie pozycji w szyku i gotowości do rozpoczęcia procedury transferu. - odezwał się jeden z młodych oficerów łączności.
- Dziękuję poruczniku, proszę przesłać pozdrowienia dla Komodora wraz z potwierdzeniem pozycji i naszej gotowości. - nadmiernie wysoki głos młodego kapitana przekuwał uszy w specyficzny sposób.
Kapitan był bardzo młody jak na dowództwo, nawet takiej jednostki jak zwykły transportowiec. Głos wysokiego i chudego mężczyzny mógłby wręcz świadczyć o nieprzebytej mutacji głosu ale Bazzard po chwili odrzuciła ta niedorzeczna myśl i skupiła się na obserwowaniu gwaru który zaraz po słowach kapitana przetoczył się po mostku.
Każdy z obecnych oficerów i podoficerów rozpoczął złożoną procedurę transferu do Osnowy.
- Wiadomość wysłana, otrzymaliśmy potwierdzenie odbioru - oznajmił łącznościowiec.
- Dobrze, no to zaczynamy - skomentował kapitan - poruczniku Regor, zamykamy statek.
- Tak jest - Bazzard usłyszała odpowiedź.
Po chwili rozległ się głośny dźwięk mechanizmów zasłaniających iluminatory mostka. Wielkie i ciężkie zewnętrzne zasłony zaczęły opuszczać się niczym kurtyny w teatrze. Zasłony te były konieczne bo podróż przez Osnowe bo to co kryło się w Osnowie to istny koszmar dla śmiertelników, choćby krótkie spojrzenie w Imaterium kończyło się w najlepszym wypadku szaleństwem... w najlepszym.
- Navis Nobilite, proszę potwierdzić gotowości - dodał kapitan.
Główny nawigator siedział zanurzony w głębokim transie medytacyjnym na swoim specjalnym fotelu. Na głowie miał założony specjalny hełm dzięki któremu był w stanie nawigować wewnątrz Osnowy. Stłoczeni wokół niego adepci Astra Telepathica potwierdzili gotowość. W tym momencie po mostku przetoczył się głośni zgrzyt metalu. Był na tyle wyraźny i głośny, że wszyscy spojrzeli w jednej chwili w tym samym kierunku. Zasłona iluminatora 2A zatrzymała się w połowie swojej drogi.
- Poruczniku Regor, co z moimi zasłonami? - kapitan zadał pytanie, które oczywiście było retoryczne.
- yyyy... mechanizm, sir, chyba się zaciął - odpowiedział zakłopotany porucznik.
- Widzę poruczniku, proszę to naprawić! Łączność, przekazać wiadomość do Komodora, potrzebujemy 5min do zakończenia procedury zamknięcia jednostki.
Pięć minut, Bazzard pomyślała o tym ile może wydarzyć się na polu bitwy w piec minut. Całe odcinki frontu mogą się załamać w mniej niż pięć minut a tu mamy problem z zasłona...
No cóż inna gałąź sił zbrojnych Imperium to inne kłopoty.
Mechanizm zasłony iluminatora był kilkukrotnie restartowany. Zasłona była podnoszona i opuszczana ale zatrzymywała się w tym samym miejscu. Opóźnienie wpływało na opóźnienie całej flotylli które czekały na potwierdzenie o gotowości transportowca. Po dziesięciu minutach zasłona dotarła na swoje miejsce ale runa odpowiedzialna za potwierdzenie pełnego domknięcia zaświeciła się na zielono dopiero po kolejnych dwóch minutach. Główny Technokapłan jednostki odprawił krótki rytuał poświęcenia zasłony aby być pewnym stabilności mechanizmu... kolejne 10 minut.
- Wysłać potwierdzenie zabezpieczenia jednostki - rozkazał kapitan niezwłocznie po zakończeniu rytuału.
Czerwona twarz kapitana zdradzała zakłopotanie i pewną dawkę wstydu. W marynarce najbardziej liczą się szczegóły a dowódca jednostki odpowiada swoim imieniem za całą załogę. Takie wpadki ciągną się latami za kariera oficera i narażają go na zgryźliwe docinki wśród kadry.
- Cóż za wpadka, czyż nie? - skomentował zza pleców Bazzard komisarz Hartman
Elizabeth lekko uśmiechnęła się pod nosem, nie zwróciła uwagi że stary komisarz stał za nią.
- Tak, przypomnij sobie Nachmund, za takie problemy jak ta zasłona, tam dalibyśmy się pokroić.
- Święte słowa Pani Kasztelan. - odpowiedział Hartman.
"Pani Kasztelan", zwracał się tak do niej tylko jak miał coś trudnego do przekazania. Odwróciła się do niego i spojrzała w mu w twarz. Minę miał surowa i sroga, jak zawsze. Teraz, poorana zmarszczkami i kilkoma bliznami zdradzała zaawansowany wiek ale pomimo to dało się dostrzec również wielki wigor który nadal tlił się pod postawa komisarza.
- Pani Kasztelan... o co chodzi Klaus?
Hartman podrapał się po brodzie, którą zawsze miał idealnie ogoloną, nawet podczas najdłuższych kampanii i pomimo braku warunków jakimś cudem zawsze był schludnie ogolony.
- Po wyjściu z Osnowy zostaję oddelegowany. - odparł po chwili zastanowienia.
- Jak to wysiadam? - odparła Elizabeth.
- Po wyjściu z Osnowy, w sektorze Baumont, mam rozkaz zejścia z jednostki. Dostałem rozkazy z Imperialnego Komisariatu, zostałem oddelegowany z 55tego. - wytłumaczył komisarz - Chyba trafię za biurko... - dodał po chwili.
Wiadomość przeszyła Elizabeth niczym gorący sztylet. Hartman był jej przyjacielem i mentorem, ogromnie pomógł jej gdy przejmowała dowództwo nad regimentem. Wielu oficerom w 55'tym nie spodobała się ostatnia decyzją starego Desmonda - poprzedniego dowódcy. Hartman wtedy wsparł ją w tym aby naprostować kilka charakterów, dzięki temu dał jej czas w którym udowodniła swoje umiejętności i zdobyła serca i umysły żołnierzy.
- Jak to, za biurko? Dlaczego wcześniej nic nie mówiłeś?
- Bo nie wiedziałem, rozkazy dostałem wczoraj. Uwierz mi, jestem stary i czuje to każdego ranka. Pod tym czarnym płaszczem kryje się coraz chudszy i słabszy człowiek ale odwołanie do Komisariatu... to będzie jak wyrok.
Cały mostek jednostki zadrżał gdy duch maszyny głównego napędu wybudził się ze snu.
- Osłony Geller działają bez zarzutu. - dało się słyszeć z sali.
Kolejny dźwięk rozbrzmiał w uszach wszystkich obecnych. To maszyna wspomagająca głównego nawigatora, on sam napiął się jak struma a jego głowa odchyliła się do tyłu. Twarz nie zdradzała bólu ale grymas wskazywał, że transfer do Osnowy to nie jest zwykła procedura dla nawigatora.
- Rozpocząć przejście! - kapitan wydał rozkaz swoim wysokim głosem.
Jednostka rozedrgała się jeszcze bardziej. Zza zasłon iluminatorów zaczęły dochodzić dźwięki trzasków błyskawic co świadczyło, że jednostka przekracza właśnie granice Imaterium. Elizabeth przeczesała biały kosmyk włosów na czole a druga rękę zacisnęła bardziej na balustradzie przy której stała. Transportowiec zaczął wibrować jeszcze bardziej. Z wnętrza jednostki zaczęły dochodzić niepokojące dźwięki. Wydawało się, że jednostka poddawana jest ogromnemu ciśnieniu. Kadłub wył i skrzeczał, jakby był wyginany i skręcany przez jakieś tytaniczne siły. Kapitan rozglądał się po swojej załodze na mostku, wyraz jego twarzy wskazywał że nie jest to normalne.
Dezorientację przerwał przeraźliwy krzyk nawigatora, który nagle zaczął wić się w swoim fotelu jakby coś rozdzierało go od środka. Twarz co chwilę wykrzywiała się w innym groteskowym grymasie bólu. Młodsi adepci nawigacji, którzy wspomagali głównego nawigatora, zaczęli panikować nie wiedząc co się dzieje. Główny Techkapłan zaczął gorączkowo recytować święte hymny diagnostyczne. Dodatkowo wszystko to było przekrzykiwane głośnymi syrenami alarmowymi.
- Co się dzieje Kapitanie - krzyknął Hartman
- Jeszcze... jeszcze nie wiemy - wypiszczał dowódca
Wokół jednostki szalał sztorm Osnowy. Grzmoty wymieszane z jękami plugawych istnień. Elizabeth wiele razy była na pokładzie statku pokonującym galaktykę w ten sposób ale nigdy nie doświadczyła czegoś podobnego. Kadłub jednostki cierpiał niczym żywa istota skręcana i wyginana na wszystkie strony. Osłony iluminatorow na mostku zaczęły wyginać się do wewnątrz po uderzeniach jakichś demonicznych pieści. Wszyscy na mostku spojrzeli na osłonę iluminatora 2A, która przed startem nie chciała się domknąć. Trzy punkty pojawiły się na osłonię, niczym szpony jakiegoś drapieżnika próbowały przebić się do środka a gdy to się nie udało zaczęły przesuwać się od podstawy osłony w jej górę. Pozostawione trzy głębokie bruzdy powodowały, że mechanizm domykający przesłonę zaczął niebezpiecznie zgrzytać i jęczeć. Runa potwierdzająca status tej konkretnej osłony zmieniła kolor na czerwony. Sam iluminator, znajdujący się pod przesłona momentalnie zaszedł szronem, co wskazywało na rozszczelnienie kadłuba.
- Musimy awaryjnie wyjść z Osnowy!!! - krzyknął Hartman - nawigator, wyciągnij nas, przerwij to!
Główny nawigator nadal wierzgał w swoim fotelu, przez jego twarz zaczęły przepływać obrazy innych postaci, demonicznych stworów, plugastwa Osnowy. Na mostku kapitańskim dało się słyszeć charkot, wycie i szalony śmiech istot, które ewidentnie chciały dostać się na pokład a sądząc po stanie statku zaraz mogło do tego dojść.
- Serce... Fraktalu... - z gardła nawigatora wydobył się gardłowy głos, który ewidentnie nie był jego własnym - powrót...
Komisarz Hartman nie miał wątpliwości, rozpoznał opętanie biednego nawigatora i wolał nie ryzykować. Wymierzył swój pistolet boltowy w głowę nieszczęśnika. Widzący to kapitan jednostki krzyknął.
- Nie, głupcze, zgubisz nas wszystkich!!!
W tej samej chwili transportowcem szarpnęło tak silnie, że dało się słyszeć wycie kompensatorów przyspieszenia które osiągnęły maksimum swoich możliwości. Kto nie był przypięty do fotela gruchnął na ziemie.
Potem nastała cisza.
Mostek transportowca zalany był mrokiem tak gęstym, że mogło się wydawać iż znajduje się wewnątrz czarnej dziury. Nagle kolejne źródła światła zaczęły przebijać się przez czerń. Najpierw czerwone światła syren alarmowych i potem zielonkawy blask konsol. Kilka sekund później nad mostkiem zapiszczał cienki głos kapitana.
- Panie Calamy, raport uszkodzeń jeśli łaska!!!
Elizabeth Bazzard siedziała na podłodze nadal trzymając się jedna ręką balustrady, czuła się jak po szalonej jeździe na kolejce górskiej. Obolała wstała i przeczesała biały kosmyk włosów.
- Strzeliłeś? - zapytała starego komisarza.
- Nie, nie zdążyłem. - odparł.
W tym momencie dało się słyszeć spływające raport od poszczególnych oficerów. Integralność kadłuba 83%, osłony Geller 46%, w czterech miejscach jednostka traciła atmosferę, doszło do czterech sytuacji w których członkowie załogi popadli w obłęd lub zostali opętani. Jedna z ofiar był główny nawigator, który śliniąc się został powoli zdjęty z fotela. Jego ciało wręcz dymiło choć nie nosiło oznak poparzenia za to po zdjęciu hełmu ukazał się wszystkim widok wypalonego trzeciego oka. Biedak, bełkotał coś bez ładu i składu. Komisarz Hartman nakazał odizolowanie go i trzymanie pod strażą. Jego miejsce, po odmówieniu psalmu oczyszczającego, zasiadł młodszy adept. Podłączony do systemów statku zaraportował.
- Nie rozpoznaje gwiazd, określenie pozycji zajmie nam tygodnie.
- Co jest pod nami? - zapytał kapitan wskazując na wyświetlacz auspex na głównej konsoli.
- Planeta, skład atmosfery zadowalający, sprawdzam w bazie danych parametry w celu ustalenia nazwy. Na razie bez rezultatu.
- Czy to możliwe, że wypadliśmy z Osnowy w niezmapowanym obszarze galaktyki? - dopytał Hartman
Młody nawigator wyglądał na fotelu jakby się rozglądał a po dłuższej chwili odparł.
- To nie możliwe, nie widzę Astronomiconu…
Brak Astronomiconu, latarni Terry, drogowskazu ludzkości mógł oznaczać kilka sytuacji ale żadna z nich nie była dobra. Zbyt duża odległość albo miejsce w ogóle poza znana galaktyką a może są nadal w Osnowie? Choć to ostatnie raczej przygniatało by ich nadal demoniczną emanacją. Elizabeth Bazzard przeczesała biały kosmyk włosów nad czołem. Uświadomiła sobie, że nie pamięta jak nazywa się transportowiec na który został zamusztrowany jej regiment.
- Kapitanie, jak nazywa się pański statek?
- Ararat - odparł zdziwiony tak niedorzecznym pytaniem dowódca.
- Wygląda na to, że Ararat będzie przez jakiś czas naszym wspólnym domem. Proszę przygotować spis wszystkich zasobów na jednostce, będziemy zmuszeni wylądować na tej planecie.
