sobota, 26 stycznia 2013

Meet the survivors.

Witam

  Zgodnie z obietnicą wrzucam zdjęcia figurek do All Things Zombie, tak jak pisałem figsy są z firmy Hasslefree Miniaturs, na razie jest to kilka sztuk cywili(no może nie do końca) i jedna przedstawicielka zombie.

  Wspominałem że system jest bardzo skirmishowy i są w niego wplecione elementy RPG albo raczej cRPG co est jego mocną stroną wg mnie. Oczywiście możliwość rozegrania rozgrywki lub kampanii samemu w zaciszu własnego domu jest dla mnie dodatkowym plusem. Na razie, na potrzeby systemu nie będę tworzył jakiś konkretnych makiet itd., nie mam miejsca na składowanie czegoś takiego a specyfika tematu raczej orbituje wokół miast więc trochę musiałoby tego być. Będą to proste makiety z pudełek(choćby po butach) lub jakieś wydrukowane plansze, widziałem że ludzie też tak w to grają.

   Ok, zapraszam do oglądania. Każda(no prawie) figurka ma jakieś imię lub ksywkę, najprawdopodobniej jest to związane z jakimś bohaterem z moich ulubionych filmów, gier lub książek, nie zawsze związanych z tematyką zombie. Jeśli ktoś odgadnie jaki to film/gra/książka, to proszę pisać, oczywiście jak można się domyślać będą opisy(czasami nie krótkie ;) ) postaci aby przybliżyć losy bohaterów przed apokalipsą.

Jack.
    Nie do końca pomalowany, brakuje mu wash-a na skórze, no i na innych elementach. Na razie "płasko" pomalowany, zobaczymy co z tego będzie.



Gordon.
   Mały Gordon, trzeba tu zauważyć że figurka jest naprawdę mała, proporcjonalna do wysokości dziecka ale również podstawka ma zmniejszone proporcje.



Zoey.
   Chyba nie trudno będzie odgadnąć skąd czerpałem inspirację. Bardzo ładna figurka, z wieloma szczegółami, pani ma nawet krzyżyk zawieszony na szyji.



Kenneth.
Tu trochę trudniej, ale poza figurki jest wręcz wyciągnięta z kadru pewnego filmu o zombie. Jak widać figs jest przygotowany w dwóch wersjach, z Glock-iem i latarką albo shoutgun.



Roboczo "oficer".
Tu brak pomysłu ale coś będzie. Również sporo możliwości wariacji: tonfa, Glock, shoutgun, MP5SD...co by tu wybrać.



Chavez.
Tu nie będzie łatwo ale może komuś się uda. Figurka na wysokim poziomie, osobno głowa, plecak i dwie sztuki broni: karabin snajperski i MP5SD. Tu dla mnie wybór opcji jest prosty, ta figurka z MP5 wygląda BAD ASS!!!



Zombie.
 Pierwszy i na razie jedyny model zombie, jak widać pani kiedyś też była surviver-em sądząc po Glock-u w dłoni, skończyła marnie. Tu pytanie, czy ktoś kojarzy jakieś ładne figurki zombie? Chodzi mi o system lub producenta, GW odpada ze swoim regimentem zombie z fantasy - brzydkie nie "cywilizowane" modele.


To na razie tyle. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany jakimś zamówieniem figurek z ww sklepu to można byłoby połączyć siły. Ja planuje zakup kilku zombiaków a i jest tam również figurka którą MUSZĘ mieć ale do Dystopian Wars!

Pozdrawiam.  

czwartek, 24 stycznia 2013

Things to come...

    Jak co dzień Jack jechał autem w stronę centru miasta do pracy. Pracował w międzynarodowej korporacji finansowej i był dumny ze swojego stanowiska. Pozycja w firmie nie świadczyła o tym że dokonał czegoś wielkiego i że jest niezastąpiony, ale czasami był chwalony i sam z siebie był dumny. Poranek zaczął się dość nerwowo, radiobudzik nie zadzwonił bo prawdopodobnie w nocy była jakaś awaria zasilania w dzielnicy i urządzenie zresetowało się tracąc wszystkie ustawienia. Był już spóźniony i podczas jazdy próbował dokończyć ubieranie się, poranną toaletę i jedzenie śniadania, nie włączył nawet radia w aucie. Nie mógł sobie wybaczyć  że  nie będzie punktualnie w pracy, na szczęście ruch na ulicach był mały - żeby nie powiedzieć znikomy - co było dość dziwne ale bardzo na rękę. 
    Po zaparkowaniu auta w podziemnym garażu, zauważył że większość miejsc parkingowych jest nadal pusta, czyżby inni nie mieli tak łatwej drogi do pracy? Poprawił swój ciemnoniebieski garnitur i udał się w stronę wind. Za biurkiem strażnika nikogo nie było, dziś czwartek wiec zmianę powinien pełnić Mike, starszy facet o dość sprośnym poczuciu humoru. Może jest na obchodzie - pomyślał Jack. Po wjechaniu na szóste piętro biurowca, przyłożył kartę dostępu do czytnika i otworzył drzwi.  Dotarł, udało się, znowu był w miejscu które tak bardzo lubił. W pracy  miał swój boks, całe 4 metry kwadratowe własnego królestwa. Od razu rzuciło mu się w oczy ze sprzątaczka nie przyłożyła się do swojej pracy w tej części biura. Ze złości zaklął i poprawi swój czerwony krawat z logiem firmy.  Zdenerwowany zaczął ogarniać boks, nagle miedzy dziesiątkami innych jednakowych boksów mignęła mu jakaś postać. Jack zrobił kilka kroków w tym kierunku i dostrzegł lekko przygarbioną postać, po stroju domyślił się że to sprzątaczka. Normalnie sprzątanie odbywało się późnym wieczorem aby nie przeszkadzać pracownikom korporacji. Jeżeli sprzątaczka pracuje dziś rano to znaczy że coś jest nie tak ale to nie pierwsza dziwna rzecz tego dnia.
- Przepraszam, czy mogę prosić aby posprzątała pani mój boks? - wykrzyknął Jack. Wychodzi na to że sprzątaczka z wczoraj ominęła moje stanowisko.
Kobieta powoli odwróciła się w jego stronę, na piętrze nie wszystkie światła były zapalone a pochmurny poranek nie należał do najjaśniejszych, stąd sprzątaczka była tylko zaciemnioną postacią na końcu długiego rzędu boksów.
- Dziękuję - powiedział, widząc że jego prośba została usłyszana i zostanie spełniona.
   W tym momencie za oknem w odległości kilku dziesięciu metrów od budynku korporacji, na wysokości piętra na którym się znajdował, zawisł majestatycznie wielki śmigłowiec transportowy Chinook. Pomimo grubych szyb budynku, hałas wirników był wyraźnie słyszalny, Jack rozpoznał że jest to transportowy śmigłowiec Gwardii Narodowej. Co oni tu robią? -pomyślał. Mimowolnie podszedł do wielkiej szklanej ściany chcąc przyjrzeć się bliżej całej sytuacji. Okazało się że śmigłowiec czeka aż zwolni się miejsce na dużym skrzyżowaniu dwie przecznice dalej. Tam, na przygotowanym przez dobrze widocznych żołnierzy prowizorycznym lądowisku, szykował się do startu kolejny Chinook.
- Co jest do cholery?! - zapytał sam siebie.
   Zapatrzony w scenę niczym z filmu, nie zauważył coraz bliżej podchodzącej sprzątaczki, usłyszał jednak cichy pomruk i charkot. Gdy się odwrócił zobaczył kobietę w średnim wieku w stroju personelu firmy sprzątającej. Szybko rozpoznał kobietę która nie raz zaczynała pracę gdy on wychodził z biura. Nie pamiętał jej imienia ale wiedział że jest latynoską, tylko dziś jej skóra była bardzo blada i nie przypominała typowego koloru skóry tej kobiety.
- Wszystko w porządku? - zapytał. Nic pani nie jest? - chciał się upewnić, widząc że kobieta dziwnie utyka.
   Kobieta tylko pomrukując ciągle zbliżała się do niego. W końcu wyszła z cienia i Jack mógł zobaczyć ją w pełnym świetle. Kobieta miała widoczną, duża ranę na nodze a w jej klatce piersiowej była wielka szarpana dziura, odsłaniająca białe żebra. W tym samym momencie ranna kobieta wyciągnęła obie ręce do przodu próbując pochwycić zdumionego finansistę. Zaskoczony Jack głośno krzyknął i odskoczył w bok ale zrobił to na tyle niefortunnie że razem ze sprzątaczką wylądował plecami na szklanej ścianie. Szyba zadygotała ale nic się nie stało i para nie wypadła na zewnątrz. W ogólnej szamotaninie, Jack zrozumiał że sprzątaczka chce za wszelką cenę go ugryźć, złapał wiec kobietę za włosy z boku głowy i mocno uderzył nią o szybę. Udało mu się również wyrwać z uścisku, dzięki czemu odskoczył kilka kroków od leżącej pod szybą postaci. Po chwili poczuł że w dłoni została mu kępka włosów i kawałek skóry z głowy napastnika jego nos za to wypełnił ohydny odór rozkładu. Odrzucił skalp z dłoni i odruchowo wytarł dłonie o nogawki spodni.
- Przepraszam, co pani jest? - zapytał kobiety która przed chwilą chciał wkomponować w szybę.
   W przypływie paniki rozejrzał się po biurze ponad boksami chcąc wezwać pomoc, przecież ktoś musiał słyszeć jego krzyk. I faktycznie w jego kierunku szedł jakiś facet, ale wolne i nie równe tempo kroków zmartwiło Jacka, postać weszła pod zapaloną lampę w suficie i ukazała makabryczny widok.
- No nie, to się nie dzieje naprawdę!
   Jack rozpoznał w owej postaci Mike-a, strażnika z parteru którego nie zastał rano przy wejściu. Mike nie miał lewej ręki, tak jakby coś lub ktoś po prostu mu ją odrąbał, strażnik był dość pokaźnej postury murzynem ubranym w jednolity zakrwawiony mundur.
Latynoska zaczęła powoli wspinać się po oknie aby ponownie wstać i jeszcze raz zaatakować. Nie był okrążony ale wyjście do wind i na klatkę schodową było zablokowane przez mężczyznę który coraz żwawiej podążał w jego stronę.
Muszę się stąd wydostać albo ukryć i poczekać na pomoc - pomyślał. Telefon komórkowy został na jego biurku więc był poza realnym zasięgiem. Za to za swoimi plecami miał drzwi do narożnego biura dyrektora Stevensona, postanowił zabarykadować się tam i wezwać pomoc przez telefon z biurka.
   Mając znaczna przewagę szybkości, nie miał problemu z dotarciem do drzwi. Drzwi okazały się uchylone, co pozwoliło na szybkie ukrycie się przed dwoma stworami z głębi biura. Pokój starego Stevensona nie należał do największych na piętrze ale samo usytuowanie w rogu budynku świadczyło że właściciel nie dostał go za darmo. Takie gabinety były najbardziej atrakcyjne i prestiżowe. Sam właściciel, dyrektor departamentu reklamacji w którym pracował Jack, nie był zbyt lubiany wśród pracowników. Kojarzony był raczej z grubiaństwem i chorym poczuciem obowiązku. Jack miał w przeszłości z nim pewne zatargi na płaszczyźnie zawodowej i również należał do grupy osób które pozbyłby się Stevensona z firmy.
   Zamknąwszy za sobą szybko drzwi poczuł ponownie zapach zgnilizny. Analizując sytuację doszedł do wniosku że musi działać szybko, zabezpieczenie drzwi było priorytetem. Przesunięcie sporej szafy nie było łatwe ale adrenalina we krwi Jacka sprawiła że ciężki mebel szybko oparł się o drzwi wejściowe. Gabinet sam w sobie wyglądał zupełnie normalnie, oprócz przesuniętego pod drzwi mebla. Pod oknem stało spore biurko zawalone papierami, przy ścianie pod oknem stała kolejna mniejsza szafa a obok niej mała sofa. Nad sofą za to wisiał kij do krykieta, Stevenson był wielkim fanem tego dziwnego sportu. Pewnie zabezpieczone drzwi dały Jackowi chwilę wytchnienia, co okazało się dość zgubne, adrenalina w jego żyłach przestała działać i dopadły go dreszcze a w głowie wirowały setki myśli. Co się stało? Gdzie są wszyscy? O co tu chodzi? Bał się odpowiedzi na pytanie czym były stwory na zewnątrz ale innej odpowiedzi nie mógł znaleźć. To musiały być zombie lub coś podobnego,  czytał nawet kiedyś poradnik jak przeżyć w świecie opanowanym przez te stwory, ale traktował to jako raczej śmieszne s-f. Nie, to nie może być prawda. Takie rzeczy nie istnieją - wmawiał sobie nerwowo. Gdyby była to prawda, oznaczałoby to koniec świata jaki znał. Koniec z jego życiem młodego specjalisty z wielkiej korporacji, traktował tą firmę jak rodzinę a ze swoją własną nie utrzymywał żadnego kontaktu. Nie, to tylko przejściowe - powtarzał - Gwardia Narodowa opanuje tą plagę i wszystko wróci do normy. Właśnie, Gwardia! - przypomniał sobie śmigłowce na zewnątrz.
   Podbiegł do okna i spojrzał w stronę skrzyżowania, na którym wcześniej widział prowizoryczny helipad. Okazało się że jeden śmigłowiec już odleciał a ten który wcześniej zawisł obok budynku właśnie wylądował i zabierał pozostałych żołnierzy i kilku cywilów. Po chwili dostrzegł na ulicy spory tłum wolno poruszających się w stronę śmigłowca postaci. Pozostali na zewnątrz śmigłowca żołnierze zaczęli strzelać do tłumu, który wciąż napierał bez śladów paniki, to uświadomiło Jackowi że to nie był tłum ludzi tylko spora horda zombie. Dwa wielkie wirniki Chinooka ewidentnie przyspieszyły a reszta żołnierzy wpakowała się do jego środka tylnym włazem, teraz już tylko boczny strzelec bronił maszyny. Strzały były ledwo słyszalne poprzez grubą szybę okna. Pilot poderwał kolosa i skierował go na wschód.
- Zaraz zaraz, jeżeli Gwardia Narodowa wycofuje się z miasta to kto je oczyści z zombie? - zapytał sam siebie Jack.
   Spoglądając jeszcze chwilę na ponure miasto dostrzegł kilka śmigłowców kierujących się również na wschód, prawdopodobnie wszystkie leciały do Fortu Benning.
- Mam przejebane - podsumował chwytając tym samym słuchawkę telefonu na biurku. W słuchawce usłyszał tylko głos automatu informujący go o braku możliwości obsługi w tym momencie.
- Mam bardzo przejebane.
   Odkładając słuchawkę zobaczył coś pod biurkiem, schylił się by sprawdzić co zobaczył. Pod biurkiem leżał dyrektor Stevenson, albo raczej to co z niego zostało, teraz dotarło do Jacka skąd ten smród w gabinecie. Ciało jego byłego zwierzchnika było mocno poszarpane, miało prawie odgryzione nogi, biedak chyba chciał ukryć się pod swoim biurkiem. Nie było sensu sprawdzać czy jeszcze żyje, z takimi obrażeniami nikt by nie przeżył, poza tym krew na wykładzinie była już mocno zaschnięta co świadczyło że horror rozegrał się zapewne wieczorem poprzedniego dnia. Dyrektor pewnie został po godzinach w pracy i wtedy dopadły go zombie, ale czy zrobiła to sprzątaczka czy Mike? Ile jeszcze jest tych stworów w budynku? - zapytał sam siebie. Muszę mieć jakiś plan, muszę wrócić do mieszkania, muszę przygotować jakieś zapasy, muszę...wyjść z tego budynku.
Na ulicy ktoś zaczął strzelać, Jack szybko wyjrzał przez okno, zobaczył kobietę i mężczyznę okrążonych przez sporą liczbę zombie. Mężczyzna bronił siebie i kobiety ale wrogów było za dużo. Kobieta pierwsza została ugryziona i od razu osunęła się na kolana pod naporem zombie, który kiedyś był policjantem, partner ofiary zabił zombie pewnym strzałem. Potem przykucnął przy niej chwilę nie zwracając uwagi na zbliżające się niebezpieczeństwo, po czym przyłożył broń do jej skroni i strzelił! Kilka sekund później sam odebrał sobie życie zanim jakikolwiek zombie zdążył zatopić w nim swoje zęby.  Jack zrobił się blady jak ściana, tego było już za wiele, hordy żywych trupów, ludzie którzy wolą popełnić samobójstwo tylko po to aby nie stać się ofiarami tych stworów. Świat oszalał a Jack był tego świadkiem.
   Stevenson pod biurkiem zaczął się wiercić i wydawać z siebie bulgoczący dźwięk. Jack powoli odwrócił się i zajrzał pod mebel, tam truchło dyrektora za wszelka cenę chciało się odwrócić i wyjść spod biurka. Jak to możliwe? Przecież nie żył jak go znalazłem - zdziwił się Jack.
- Bill, Ty też jesteś jednym z nich? - zapytał zombie, choć domyślał się że jakakolwiek próba    kontaktu z tymi potworami jest niemożliwa.
   Widząc bezradność w ruchach i próbach wydostania się z pułapki, Jack spokojnie rozejrzał się po biurze. Tak, to będzie w sam raz - powiedział w myślach, widząc kij do krykieta na ścianie. Niespiesznie wszedł na sofę i sięgnął po zawieszoną na ścianie pamiątkę po jakimś sławnym graczu. Jack zważył kij w dłoni, był lekki i dobrze wyważony ale sprawiał też wrażenie bardzo solidnego i wytrzymałego. Wrócił do biurka i zaparł się nogą o jej blat, mocnym kopnięciem przewrócił mebel odsłaniając tym samym swojego niedawnego kolegę z pracy.
- Bill, przyznam że nigdy Cię nie lubiłem, a teraz gdy jesteś jednym z tych potworów...teraz Cię nienawidzę. Widzisz, mój świat to ta firma, może będziesz uważał mnie za dziwaka lub człowieka z problemami ale Twoje zdanie już się nie liczy - ciągnął Jack. Naprawdę lubiłem tą pracę a teraz już jej nie ma...i w sumie nie ma też już Jacka...
   Zamachnął się z całych sił i uderzył kijem w głowę zombie, które już było gotowe do ataku, broń okazała się skuteczniejsza niż przepuszczał. Twarde drewno wytrzymało cios, czego nie można było powiedzieć o głowie Billa Stevensona, którego ciało od razu zesztywniało tym razem na dobre. Za drzwiami biura wzmógł się charkot dwóch zombie, które próbowały cały ten czas dostać się do środka.
- Teraz wasza kolej! - mówiąc to podszedł do szafy i z nie małym trudem odstawił ją na tyle aby dało się otworzyć drzwi. Przed ich otwarciem jeszcze się zastanowił nad tym czego dziś był świadkiem. Górę nad wszystkim brała złość, złość na to że to koniec jego życia jakim je znał i lubił. Musiał wyładować swoją frustrację i gniew, zabicie Stevensona jeśli można tak było to określić, nie dała mu ulgi wiec musi poszukać jej gdzie indziej. Musi na nowo stworzyć swój świat bo na pewno nie jest już tym Jackiem z wczoraj...
- Jestem, zemstą Jacka - powiedział, po czym otworzył drzwi biura...

CDN...

Muszę przyznać że nie myślałem o tak długim tekście ale jak zacząłem go pisać to jakoś nie mogłem znaleźć końca. Poziom jak zwykle w moim przypadku marny, bo pisarzem nie jestem, ale mam nadzieje że da się przez to przebrnąć.

No właśnie, co to właściwie jest i po co to komu? Już tłumaczę, kiedyś szukałem jakiegoś skirmishowego systemu o zombie i znalazłem: All Things Zombie. Okazało się później że Damian na obczyźnie ;) miał możliwość zagrania w ten system i bardzo go zachwalał jako super zabawę, więc niezwłocznie zacząłem szukać odpowiednich figurek. Jako że jestem fanem filmów Romero i jemu pochodnych, szukałem figurek które ukazywałyby zwykłych ludzi wmieszanych w apokalipsie zombie, czyli standardowych bohaterów takich filmów. Nie było to takie łatwe,  szukałem w polskim internecie ale nic fajnego nie trafiłem, z pomocą przyszła mi angielska firma hesslefree miniatures. Kilkuosobowa, rodzinna firma z bardzo ciekawym wachlarzem metalowych figurek 28mm. Mają dokładnie to czego szukałem, czyli naprawdę ładne figsy cywili przyszykowanych na walkę z zombii. Kupiłem kilku bohaterów i jedną figurkę zombie, przesyłka dotarła z lekkim opóźnieniem a to z powodu błędu na stronie sklepu. Przez ów błąd zamówiłem figurkę, której de facto nie było na stanie choć strona tego nie pokazywała, zamówienie się przeciągnęło ale firma stanęła na wysokości zadania i dostałem gratisa. A dokładnie figurkę małego chłopca z łomem...czad mój syn będzie miał swoją figurkę, o ile jej nie połknie bo ma na razie 12 miesięcy. :)

Dobra teraz o systemie gry,  rozgrywka polega na graniu małych potyczek(jak necromunda) tylko gra się przeciwko grze, to system generuje i steruje zombi poprzez nasze akcje np. strzał z broni czy przypadkowo uruchomiony alarm w aucie. Nie wiem jak w praktyce ale z teorii wydaje mi się że ATZ nie jest najbardziej intuicyjnym systemem z powodu sporej ilości tabelek, które określają wynik zaistniałej sytuacji. Np. po wejściu do budynku sprawdzamy czy ktoś w nim jest, jeśli  to zombie-wiadomo- jeśli to człowiek to sprawdzamy czy to członek gangu-bad guy- czy cywil itd. Pomimo to mam nieodpartą chęć grania z kilku powodów. Mianowicie można grać samemu na co ostatnio jestem skazany - Siwus gdzie jesteś!!! :) -, gra ma bardzo wiele z RPG tzn. na początku gry tworzymy własna postać! Oczywiście nie musimy ale gra ma zaimplementowaną 30 dniową kampanię, która pozwala na rozegrania całgo miesiąca w świecie apokalipsy zombie. Jeśli zdecydujemy się na tworzenie postaci, musimy określić i mniej więcej ocenić samych siebie(oczywiście to wszystko jest według naszego widzi mi się ale jak ktoś chce zrobić to na serio...) czyli np czy jesteśmy po jakims przeszkoleniu wojskowy albo czy byliśmy w wojsku a może określamy samych siebie jako zwykłych "Kowalskich". W ten sposób określamy z których tabel będziemy losować postać, jakiej będzie "reputacji"(REP określa wynik na kostce potrzebny do zdania testów) od 1 do 5, przy czym autorzy określają postać poziomu 5 jako tzw STAR dla której gra będzie miała mocno kinowy klimat(trudno nie zdać testów na 1-5 przy k6). Oczywiście postacie też mają swoje atrybuty, które nie zawsze działają na korzyść gracza bo je również się losuje ale tak jak mówiłem to wszystko można na swój sposób ominąć.

OK, to tak na wstęp. Postaram się nie długo(tydzień lub dwa w zależności od ilości wolnego) rozegrać małą, próbną potyczkę dla której nakreśliłem fabularne tło powyżej. Zdjęcia figsów zamieszczę jutro lub w najbliższych dniach.

Pozdrawiam

ps.: Ale się napisałem...:D

czwartek, 15 listopada 2012

System kampanii do Dystopian Wars.

   Witam,


   Przeglądając pewien blog o podobnej do mojej tematyce natknąłem się na bardzo ciekawy system kampanii do DW, tzn jest to bardziej narzędzie do łączenia poszczególnych bitew  w całość.

   System opiera się na punktach, które zdobywa się po zakończeniu bitwy. Na początku, gracze zaczynają z niczym tzn nie mają żadnych punktów a jest ich trzy rodzaje. Pierwszy to Recon Points, które zdobywa się po rozegraniu Recon mission. Drugi rodzaj to Strategy Points, które są zdobywane po rozegraniu Strategy mission. Ostatnim rodzajem są Control Points, każdy kto uzbiera tzry takie punkty wygrywa "kampanię".


   O co chodzi z tyloma rodzajami punktów? Na początku każdej kampanii, każdy dowódca floty ma problem z rozpoznaniem, nie wiem przeciwko komu i czemu stawia czoła. Od tego są Recon Missions, limit punktowy dla takich misji to 400pkt na stronę(można to zwiększyć licytując punktami, ale to już doczytacie), jest ograniczenie klas jednostek możliwych do wzięcia itp Po zakończeniu takich gier, podliczane są punkty recon które gracze zdobyli(przegrany gracz też coś dostaje). Punkty Recon są potrzebne do rozegrania Strategy Missions, które "kosztują" 10 Recon Points. Są to już konkretne starcia z limitem 800pkt na stronę. Zakończenie Strategy Mission kończy się również podliczeniem zdobytych przez graczy Startegy Points, które pozwalają na rozegranie Control Mission(25 Strategy Points). Taka bitwa to już 1200pkt na gracza i pełna dowolność.

  Dlaczego tak? W sumie wszystko ma ręce i nogi, na początku badamy przeciwnika(RP), potem dochodzi do większych starć(SP) a na koniec są już decydujące bitwy(CP).  Mam zamiar zaproponować takie rozwiązanie Siwusowi(co Ty na to?) z kilku względów, po pierwsze jesteśmy początkującymi graczami i te pierwsze recon missions będą idealne na ogranie systemu a p drugie zawsze jakoś łączyliśmy nasze rozgrywki więc to nam teraz ułatwi zadanie. Poza tym w systemie są zawarte scenariusze poszczególnych bitew które się losuje np. zniszczenie konkretnego okrętu wroga(przeciwnik nie wie który okręt jest celem) itd więc nie będą to zawsze boje spotkaniowe.

   Wydaje mi się ze ów system w swojej prostocie jest genialny, łatwy i przejrzysty. Zamieszcza link do owego bloga, bo nie chcę kopiować i wklejać czyjejś twórczość(choć zapewne nie ma dla niej jakiś praw autorskich) z uwagi na czyjś trud w dostosowaniu tego do systemu DW. Jak myślicie? Daje radę?

link:
Craig Gallant

Pozdrawiam
  

wtorek, 13 listopada 2012

AAR po spotkaniu z Damianem, nie obyło się bez "spięć"...


  Witam

  Po dość długim okresie ciszy wrzucam AAR z bitwy z Damianem, "cisza" spowodowana była brakiem czasu na jakiekolwiek ruchy w obszarze bitewniaków. Postaram się, lecz nie mogę obiecać, że to się nie powtórzy choć na pewno nie chce spamować tu jakimiś bezcelowymi postami. Ok, to tytułem wstępu.

   Oczywiście owe tytułowe "spięcia" to nic innego jak morderczy ostrzał moich okrętów przy pomocy Tesla Colis, ale od początku. Umówiliśmy bitwę na około 950pkt., strony konfliktu to oczywiście moje FSA, Damian z kolei wystawił Prussian Empire. Jako że kilka dni wcześniej Damian, i tu cytat Siwusa "dostał łupnia że aż miło", podszedł do biwty ze mną w dość nie typowy sposób ale to widać już po rozpisce.


Im gonna kill me some krauts!!!


Prussian Empire:
BC Emperor class
3x CH Reiver class
8x FF Arminus class
2x Pflicht class Scoutship
Gewitterwolke Airship
Imperium class Sky Fortress
2x Fighters(2x5 tokenów)
Dive Bombers(5 tokenów)
Reccon plane

Federated States of America:
BC Independence class
3x CH Lexington class
3x DD Guilford class
9x FF Augusta class
Savannah class Sky Fortress
2x A-17 Bomber
2x Fighters(2x5 tokenów)
Torpedo Bomber(5 tokenów)
Reccon plane


Pierwsze ofiary.

   Jak widać pomysł mojego przeciwnika opierał się na jednostkach latających, w połączeniu z zasadą obscured(latanie w chmurach) i dodatkowo z osłoną myśliwską(Imperium i Gewitterwolke) skutecznie skłoniło mnie do pominięcia tych jednostek jako celów dla moich rakiet. Pierwsze ruch squadronów nakreślały mniej więcej co obie strony chcą zrobić. Z powodu odległości, samego strzelania było niewiele. Mój battleship jednak zdołał sięgnąć swoimi działami jeden squadron pruskich fregat. Ostrzelałem dwie z czterech, jedna otrzymała tylko jeden punkt obrażeń za to druga dostała crita. Rzut na tabeli critów okazał się bardzo szczęśliwy, "snake eyes" oznacza magazine explosion i w ten sposób uszkodziłem trzecią fregatę. Dalsze ruchy jednostek, na lewej flance moje dwa squadrony fregat starły sie z fregatami Damiana. Pruskie bombowce nurkujące zaatakowały moją fregatę ale po słabych rzutach nic nie wskórały. Prawa flanka to starcie moich krążowników z krążownikami Damiana, tu raz za raz obie strony dawały sobie po twarzy.

Prize for everyone!
Gewitterwolke, tego nie lubię...
 
   Centrum to zagęszczenie lataczy, z mojej strony BC i sky fortress, naprzeciw Imperium, Gewitterwolke i dwa Pflichty wsparte pruskim BC. Już na tym etapie wiedziałem ze celem jest moja sky fortress, która miała zapowiedziane "wciry" jeszcze przed bitwą, Damian chciał dotrzymać słowa. Dążąc do nieuniknionego starcia, wprowadzałem do tego kotła na środku swój pancernik i fortece, problem był w tym że w centrum Damian wszystko trzymał w chmurach i dzięki temu był obscured. Trafiał trudniej, bo na 6 ale ja również trafiałem go na 6, co dawało mu przewagę zważywszy na to że pojedynek na długi dystans stawiał mnie w lepszej pozycji. W ten sposób Damian sukcesywnie skracał dystans, by w odpowiednim momencie wylecieć z chmur by zaatakować z pełną mocą. Zapowiadało się na to że to zdarzenia w centrum stołu będą miały największy wpływ na całą bitwę.

Początek końca.

   W trzeciej turze zrobiło się naprawdę gorąco. Moja forteca najpierw ostrzelana przez dwa scoutshipy klasy Pflicht otrzymała punkt obrażeń i straciła punkt załogi(cholerna tesla) nastepnie ciężki ostrzał z Gewitterwolke powoduje kolejne uszkodzenia na fortecy i utratę kolejnych dwóch drużyn marines!



    W miedzy czasie zaatakowała pruska forteca ale skupiła się na squadronie niszczycieli, zatapiając jeden a drugi zdobywając abordażem.



   Zagęszczenie środka pola walki było już dość spore, mojej sky fortres jednak udało się tak wykonac manewry że doprowadziłem do sytuacji w której zbombardowałem fortece Damiana i jeszcze na koniec stanąłem z nią burta w burtę.



    Wydaje mi się że w każdej grze jest tak zwany "breaking point", w tej rozgrywce wskazałbym go właśnie tu, jako że pierwszy raz grałem z kartami trudno mi było się w tym odnaleźć. Na początku owej tury dostałem kartę, która pozwalała na przerzut nietrafionych kostek przy ataku bombami. No i zapomniałem o niej...dokonując ataku swoją fortecą zapomniałem użyć na niej owej karty!!! Mój atak bombowy przyniósł mi tylko jeden punkt uszkodzeń na zeppelinie z powodu właśnie słabego rzutu dziesięcioma kostkami. Broadside wbił kolejny hit na Damianowej fortecy, mój pancernik też zaatakował i nawet wbił critical hit-a, mój oponent pobladł bo w tej bitwie poprzednie trzy critical-e kończyły się wybuchem magazynów amunicyjnych. Zamiast "snake eyes" rzuciłem 12, na starych zasadach okręt znikałby w tzw. striginium flare ale po aktualizacji taka jednostka jest teleportowana w losowane miejsce na stole, szkoda. Za to, co będący na pruskiej fortecy komodor się przestraszył to moje! :)

This is "Memphis Belle", target straight ahead.

   Z ciekawszych akcji na pewno wspomnieć trzeba  pogoń moich bombowców za pancernikiem. Tu użyłem karty dodajacej 3 cale ruchu moim A-17 dzięki temu były w lepszym range bandzie. Atak torpedowy nie przyniósł wielkich sukcesów, jakiś punkt uszkodzeń za to udało się rozpalić raging fire po użytej karcie - Damian uruchomił generator osłon w obronie co pozwoliło go zepsuć i podpalić okręt. Kolejnym etapem polowania na ów pancernik był attack run moich torpedowców, tu również użyłem karty, która anulowała efekt abort podczas obrony ack ack. Niestety i tu również bez wielkiego entuzjazmu wbiłem może jeden punkt obrażeń.

Piękny widok, nie wiele ich było.

    I to by było na tyle jeśli chodzi o moje sukcesy. Później straciłem fortece na rzecz udanego abordażu, mój pancernik został lekko uszkodzony ale komodor przeżył wiec wielkiej hańby nie było.




Ogólnie straciłem: Sky fortress, ciężki krążownik, pięć fregat w tym jedna odbita po pruskim abordażu, dwa niszczyciele w tym jeden na rzecz abordażu.



Zniszczyłem: dwa krążowniki, wszystkie fregaty w tym jedną przejąłem jako pryz, zestrzeliłem całą eskadrę bombowców nurkujących, reszta jednostek została uszkodzona może z wyjątkiem Gewitterwolke i jednego Pflicht-a.




   Było bardzo fajnie i intensywnie. Wniosek na koniec bitwy był taki że pokonały mnie chmury, będąc obscured do trzeciej tury Damian był poza moim "zasięgiem". Do tego mocna obstawa myśliwska jego dwóch największych statków powietrznych tym bardziej ograniczała moje ruchy. Damian wygrał zasłużenie, choć przyznać trzeba że miał więcej opcji rozpiski niż ja,  posiadam tylko podstawkę i kilka dodatkowych modeli. Następnym razem będę przygotowany na taką lub podobną taktykę. John Henry FTW!

   Spotkanie zakończyło się wymianą koszulek i rozdaniem nagród pocieszenia ale o tym innym razem...


   Pozdrawiam

ps.Przepraszam za jakość zdjęć, oświetlenie w Bardzie jest jakieś dziwne.

czwartek, 20 września 2012

Ciekawy pomysł, czy przedłużanie rozgrywki?

Witam

  Wpadłem na dość ciekawy(chyba) pomysł na specjalną zasadę do Full Thrusta. Mianowicie, często zdarzało się tak że podczas naszych wspólnych potyczek większe jednostki(BC, BB, DN itd) mocno obrywały - nic nowego - ale czasami aż żal było patrzeć jak kolejne systemy padają od morderczego ostrzału przeciwnika. Oczywiście jest możliwość naprawy owych systemów przy pomocy ekip naprawczych, ale również wszyscy wiemy jak to się kończy, raz się uda a raz nie.

   Podczas bitew np. czołgów w WWII(w dzisiejszych czasach chyba też) jest coś takiego jak "park maszynowy", tzn. uszkodzony czołg może wrócić do takiego miejsca(zwykle nie oddalonego bardzo od miejsca bitwy) by dokonać napraw, jeśli oczywiście są możliwe. Chciałbym zaimplementować coś takiego w FT. Taki awaryjny skok w FTL zarezerwowany dla cięższych jednostek liniowych(albo odwrotnie), oczywiście skok wiąże się z konsekwencjami jeśli dokonamy go w złym miejscu ale to wszyscy wiemy. I teraz tak, jeśli skok się uda okręt opuszcza stół na dwie tury(do uzgodnienia) i wraca...no właśnie nie może wrócić tak by dzięki takiej operacji uzyskać znaczną przewagę nad przeciwnikiem w położeniu na stole(jego rufa itd). Tu trzeba coś wykombinować, może to samo miejsce z którego skakał? Że niby komputer nawigacyjny szybciej ustala koordynaty do miejsca z którego przed chwilą skoczył, albo po prostu z krawędzi stołu losowej/początkowej.

  W trakcie nieobecności na stole, okrę może dokonać kilku napraw systemów wew. jak i może odzyskać kilka kratek hulla(może d6 albo 2d6), w trakcie bitwy nikt nie wyjdzie w przestrzeń by załatać dziury w kadłubie. Okręt mógłby dokonać takiego skoku w momencie skreślania kratek hulla na przedostatnim lub ostatnim rzędzie kadłuba. Co Wy na to? Tak jak w tytule?


Pozdrawiam.

wtorek, 18 września 2012

FTL

Witam,

   Dziś nie standardowo bo o grze komputerowej. Kilka dni temu mój przyjaciel Marcin przesłał mi linka do gry komputerowej o dźwięcznym tytule FTL. Gra jest symulatorem okrętu wojennego bliżej nie znanej Federacji, jest to mała jednostka posiadająca na wstępie trzy osobową załogę a uzbrojona jest w podstawowy laser i wyrzutnię rakiet. Naszym zadaniem jest przebycie ośmiu sektorów w celu dostarczenia ważnych, dla owej Federacji, informacji. Cały czas jesteśmy ścigani przez siły Rebeliantów więc musimy się szybko przemieszczać poprzez sektory, które to są podzielone na systemy.


   Gra jest generowana losowo więc każda z kolei rozpoczęta rozgrywka z pewnością będzie inna. W każdym systemie który odwiedzimy może nas spotkać co innego. Od spotkania uszkodzonego frachtowca, który prosi o pomoc, po łowców niewolników którzy najpierw domagają się "myta" w postaci jednego członka naszej załogi. Przy każdym takim evencie mamy okno dialogowe z opisem sytuacji i, jeżeli to możliwe, opcje reakcji dostępne dla gracza.

Początkowa konfiguracja okrętu,nazywanie okrętu, załogi itd

 
   Walka odbywa się w czasie rzeczywistym, masze systemy ofensywne mają cooldown po którym wskazujemy im poszczególne cele na jednostce przeciwnika. Każda jednostka w grze posiada podstawowe systemy: mostek, sekcja napędu, sekcja osłon, sekcja kontroli grodzi, sekcja kierowania ogniem, system podtrzymywania życia i sickbay. Okręt nie może oddać skoku bez pilota ale pozostałe systemy działają nawet jeśli nie są obsadzone załogą, oczywiście jeśli są działają lepiej choć trudno zebrać tak liczną załogę.

   No właśnie załoga, kolejny raz odnoszę wrażenie że ludzie jako rasa są najsłabsi we wszechświecie, tzn. nie posiadają żadnych bonusów rasowych. W grze jest kilka ras, od "skalnych" ludzi - odpornych na ogień, po rasę modliszek - które mają szybszy atak w walce wręcz ale słąbiej naprawiają systemy. Oczywiście podczas kilku rozgrywek udało mi się pomieszać załogę swojego okrętu i np. w walce z łowcami niewolników "uratowałem" pana modliszkę po tym jak slaversi zaproponowali zawieszenie broni w zamian za niewolnika. Liczna załoga to plus bo więcej systemów możemy obstawić, dodatkowo członek załogi obsługujący dany system specjalizuje się w nim więc się rozwija. Na jednostce można zainstalować system teleportacji, dzięki któremu można dokonywać abordażu, wspomniana rasa modliszek rozmazała moją załogę po ścianach już nie raz. Oczywiście można się bronić, najlepiej w sickbay bo automatycznie leczy naszych ale intruzi nie zawsze za nami chętnie chodzą czasami wolą zniszczyć system podtrzymywania życia i teleportują się n spowrotem na swój okręt.

Widoczny system ze sklepem i questem jak również wyjście z sektora.

  Jak widać na screenie poniżej każda jednostka ma punkty hull-a i "kropki" tarczy. Hull naprawiamy w systemach opisanych na mapie sektora jako STORE, można tam też zakupić dodatkowe wyposażenie, czasem załogę. Tarcze odnawiają się wg tego jaki jest ich poziom i czy system jest obsadzony przez załogę. Każdy system zużywa daną ilość energii, co powoduje że musimy rozwijać/upgradeować nasz reaktor, robimy to za tzw. scrap(waluta w grze) czyli pozostałości po walkach. Podczas walki okręt otrzymuje obrażenia w hull ale czasami zdarzyć się może tak że ostrzał przeciwnika rozszczelni nam jakiś przedział, wtedy widoczne jest pęknięcie hulla w tym miejscu a w danym przedziale atmosfera ucieka poza okręt. Jeśli taki przedział jest pusty lub nie ważny można poczekać jeśli nie to trzeba go szybko naprawić a to nie jest bezpieczne. Czasami jest jednak tak, ze wrogi ostrzał wznieci ogień na naszej jednostce a wtedy nie jest kolorowo. Pożar szybko się rozprzestrzenia a pojedynczy załogant nie jest w stanie sam tego ogarnąć. Najłatwiej wtedy jest, wentylować okręt próżnią otwierając gordzie ale też wtedy narażamy załogę lub odciągamy ją od swoich zadań przesuwając ich w bezpieczne miejsce okrętu. 

Walka!
 
   Jak widać po screenach, gra ma prostą grafikę ale grywalnością dorównuję produkcjom z najwyższej półki. Gra ma strasznie dużo możliwości i opcji rozgrywki, jej prostota w żaden sposób nie jest jej wadą. Stopień trudności jest wg mnie bardzo wysoki ponieważ nie ma opcji save, tzn jest ale tylko w momencie wyjścia z gry, jeśli jednak nasza jednostka zostanie zniszczona to koniec. Po dotarciu do piątego sektora odblokowujemy nową klasę okrętu z kilku dostępnych, osobiście jeszcze tej gry nie ukończyłem. Gra jest malutka bo około 200MB ale wg mnie na prawdę warto, tym bardziej klimat jest super.

  Pozdrawiam

poniedziałek, 10 września 2012

Sky Fortress update.

Witam,

   Z powodu małej ilości czasu prace nad figsami posuwają się w dość wolnym tempie. Wrzucam kilka zdjęć z weekendowego malowania, nie ma tego za wiele ale pozwoli na jakaś ocenę dotychczasowych prac. Tak jak pisałem gdzieś wcześniej, forteca ma być głównie szara z metalowymi elementami(okazało się że będzie ich dość sporo) mam nadzieję ze nie będzie źle i kolor pokładu przełamie monotonie kolorów całego modelu. Dodatkowo stateczniki pionowe i poziome sterów będą w kolorze żółtym a lotki sterów będą biało czerwone. Zapowiada się więc chyba dość ciekawie.

   Już podczas nakładania dry brushem metalu okazało się że z jednej strony jednostki, a dokładniej od spodu, źle nałożyłem podkład. Teraz jak o tym myślę to chyba był moment w którym, z nie wiadomych mi przyczyn, trzymałem puszkę z podkładem do góry nogami. W ten sposób model stracił trochę na fakturze, coś pomiędzy zalaniem modelu a pomarszczeniem już nałożonej warstwy farby. Jednym słowem...DAMN! No ale muszę sobie jakoś radzić, jest to miejsce na spodniej części modelu więc koniec końców może nie będzie tak źle. Widać to na drugim zdjęciu, a dokładniej na drzwiach windy(środkowa część modelu).




Tak, wiem. Nie pomalowałem górnego pokładu od dołu...:)
   Jak widać jeden "balon" pomalowałem już na kolor Sky Grey, zastanawiam się czy nie pomalować ożebrowania na jakiś metaliczny kolor tak aby bardziej je wyeksponować. Na pewno "balony" dostaną jakiegoś ciemnego wash-a tak aby nie były takie jednowymiarowe. Jak widać uzupełniłem też wypełnienie okien, nie mogłem się powstrzymać tak bardzo podoba mi się wygląd tych mostków. A i jedna uwaga, modele myśliwców na pokładach i windach są większe niż na tokenach, taki psikus ;), Damian masz tak samo?. Gwiazdy na dziobowych obejmach "balonów" myślę zrobić białe w nawiązaniu do sztandaru FSA a same dzioby(elementy bez metalicznego koloru) chcę również pomalować na żółto tak jak stateczniki, dobry pomysł? 

   Równolegle do pracy przy Savannie zabrałem się, jak widać z miernym skutkiem, za drobnicę która mi została do ogarnięcia. Fregaty ukończone są w 70% a niszczyciele...ach te niszczyciele, szkoda gadać.
 




   Mam nadzieję trochę przyspieszyć z pracami w tym tygodniu ale jak to będzie to życie zweryfikuje, jak będę coś miał to wrzucę.

Pozdrawiam